Odwozimy wczoraj późnym wieczorem znajomego do domu.
– Tu w prawo! – nawiguje znajomy.
Skręcamy w nowe osiedle w okolicy PKM Karwiny. Po prawej strony ulicy strzeliste wieżowce wgryzające się w las. Niektóre nadal osłonięte metalowymi ogrodzeniami świadczącymi o jeszcze trwających pracach budowlanych. Nieco starsze i niższe budynki po lewej. Latarnie leniwie sączą światło na tyle mocno by widzieć ich kontury i niezbyt dokładnie kolory elewacji.
– To jest strasznie niebezpieczna dzielnica – rzuca znajomy wzdychając.
„Kupił tu mieszkanie niedawno” – przypomina sobie Kudłata – „Więc chyba coś niecoś wie o okolicy. Nie mniej trudno uwierzyć, że tak blisko centrum, w dodatku na totalnie nowym osiedlu, już można było trząść portkami.” Auta równo zaparkowane wzdłuż asfaltu. Niewysokie drzewka. Zadbane kwietniki. Cisza. Spokój.
– K…o niebezpieczna – dodaje jakby usłyszał kudłate rozterki.
– Ale jak to? Mówisz serio? – wyrywa się Kapitanowi.
– O tu, widzisz? Zaraz po lewej jest ciastkarnia. A tu, po prawej, lodziarnia. Jak tędy jadę, to muszę przez dwieście metrów zamykać oczy, żeby bezpiecznie przejechać. A jak kiedyś jakieś dziecko na rowerku będzie wówczas na ulicy? Albo kobieta z wózkiem akurat będzie przechodzić? To strasznie niebezpieczna dzielnica – wzdycha głęboko i na potwierdzenie kiwa głową – Mówię wam.
Jacek Kruk
9 listopada 2025 at 11:19
:O