Rzymskie kudłate wakacje – dzień 7

Nic co dobre, nie trwa wiecznie. A szkoda.

Po przypalonej czerwieni nie ma śladu. Jestem idealnie bursztynowa.

Wolność absolutna. Wolne stopy. Wolne ramiona. Podwójnie wolne. Bo bez foto-plecaka i bez kurtki.

Rzym żegna mnie chłodno. 24 stopnie. W cieniu.

Jadę po kask. Yupi! Czeka na mnie w sklepie. Biało-czerwona gwiazda już niedługo śmigać będzie po 3city. Siedzę na przystanku i czekam na autobus 33. Kierunek: Clodio. Czyżby tradycyjnie mi uciekł? Czy to efekt dzisiejszych strajków w mieście?

Wypoczęta. Wyspana. Nakarmiona. I cudownie zrelaksowana. Jak ten stan zatrzymać? No jak?

Za 1h i 10m sklep zaczyna sjestę. Muszę zdążyć przed. Jest autobus. Idealnie! I jeszcze mam miejsce siedzące. Przy oknie. Bosssko!

Podsumowanie tygodnia w pigułce: Pizza. Spaghetti. Fettuccine. Taglatielle. Bona cucina! Gelato. Tanto solo. Tanto rumore. Caos per la strade. Simpatiche persone. Forum Romanum. Colosseo. Viva le Ferrari, Duvati e Vespa! Viva Roma! Viva la vacanza! Ciao! Tanti baci! Prossima fermata: Monachium. Destinazione: Gdańsk.
PS. Viva la siesta!
PS. Viva espresso!

—–> Fumicino!
Pociąg.
Dziś szczęście potrzebne mi jest jeszcze 3 razy:
1) żeby bez problemu przejść przez bramki z kaskiem, jako dodatkowym bagażem.
2) dotoczyć bagaż do odprawy i pozbyć się go.
3) bezpiecznie wylądować w domu.
Mam raise fiber 🙂 Dawno już nie miałam. Zabawne uczucie.
Jakaś para całuje się obok.
Za oknem rośnie Trzcinus Gigantus.
Graffiti na murach, których nie rozumiem.
Ciuchy na zmianę tymczasowo mieszkają w kasku. W Monachium czeka mroźne 12. Germanie to jednak zimny naród.
Łąki, pola, łąki, pola. Tu już zboże jest… skoszone!
Czyli na maki zdążyłam w ostatnim momencie! Uf!

Hotele. Chyba dojeżdżam do lotniska.
Widzę terminal.
Check-in. Kolejka. Dobrze, że mam wyprawę.

Walizka toczy się już tylko przy jednym ustawieniu kółek. To znak, że marzy o wysłaniu jej do krainy wiecznych podróży.
Odprawiona. Bramka: D02.

Przeskanowana.
Przy Gate. Jeszcze godzina. Co tu robić? Może … coś zjem? Dziś było tylko śniadanie. Ani pizzy. Ani lodów. Niedopuszczalne!

Łazienka. Przebrać się. Gate. I chwila prawdy.
Stoję. Czekam. No niech już otworzą to magiczne przejście, bo ta niepewność mnie wykończy…

Była zmiana bramki. Teraz znów stoimy i czekamy.
Dzieje się nic.
Ale nuda. I plecak robi się ciężki. Jak ja mogłam z nim chodzić cały tydzień?
Chyba wchodzimy.
Ale akcja. James Bond wymięka.
Mam mokrą koszulkę.
Jakieś 20 osób przede mną.
Bilety też zaczyna być wilgotny.
15 …
10 …
Już. Przeszłam. Bez problemu.
Uffff.
W samolocie… rześko. Czyżby adaptacja?
Najbliższa sąsiadka 2 miejsca dalej.

Przerwa w transmisji. Wracam za 1,5h.

Jest szansa, że przyjadę lekko … zakręcona … bąbelki tak na mnie działają …
A moja sąsiadka skopiowała moje zamówienie. Najwidoczniej też lubi … urozmaicić podróż bąbelkami 😉
Kwadrans do lądowania. Jak ten czas się wlecze …
Poprawka: jeszcze 20 minut.
Będę na lotnisku godzinę przed kolejnym lotem.
W głowie mi się kręci. Jestem … ekonomiczna. 1 kieliszek i już.
Za oknem wata cukrowa. I ptasie mleko. Chmurzasta bita śmietana.

Na ziemi. Germańskiej ziemi.

I znów boarding…
Przyjechaliśmy autobusem za wcześnie. Samolot nie ma jeszcze przyssanych schodów. Czekamy.

W środku. Karton pod nogami. Ledwo go wcisnęłam. To nawet wygodne rozwiązanie. Mam…podnóżek 🙂 Jak prawdziwa… principessa 😉

Tak sobie myślę, że globalizacja sprawia, że pizzę można zjeść w Gdańsku. Nie tylko w Rzymie, czy Mediolanie. Na szczęście – mimo wszystko – smakuje ona inaczej. Jest jeszcze po co podróżować 😉

Miałam szansę na dodatkową kanapkę. Ku mojemu własnemu zdziwieniu… odmówiłam.
Kolejne bąbelki. Mmm…

Hostessa w przedniej części samolotu wygląda jakby była w wieku mojej… no może nie babci, ale mamy. A ona jest już babcią 😉 To chyba najstarsza stewardesa, jaką widziałam. Pierwsze zdziwienie zastąpiła ulga. Świat potrzebuje nie tylko młodości.

Dostałam dolewkę bąbelków 🙂 I jak tu nie kochać Lufthansy? 😉

35 minut do celu. Książka mnie nie wciąga. Brak pomysłu, jak widać, jak wykorzystać ten czas. „Zabijać” go nie chcę. To moje życie przecież.

Podchodzimy do lądowania. Ostatniego dzisiaj. Kapitan czeka na mnie na lotnisku. A przynajmniej mam taką nadzieję. Bo … zostawiłam mu klucze od mieszkania 😛

Wylądowaliśmy w podskokach 😉
Wakacje oficjalnie ogłaszam jako… zakończone. Przynajmniej tę ich część.

Cdn …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *