El Gouna – dzień 2

- Czujesz? - Kapitan strzyże uszami. - Jakby wiało - Kudłata przytakuje. Patrzymy w stronę spotów. Kite’ów nie widać. - Może to tylko taki pierdek spod chmury? - To co? Kawa?

– Pada – obwieszcza Kapitan patrząc w okno restauracji hotelowej.
– Taaaa! – Kudłata pewna, że jest wkręcana,  nawet nie podnosi nosa znad talerza – Akurat!
Być w miejscu, gdzie deszcz spada dwa razy w roku, i tego doświadczyć podczas tygodniowego pobytu jest mało prawdopodobne.
– No serio, spójrz!
Kudłatą kusi by zobaczyć deszcz w Egipcie, ale wyjść na blondynkę nie chce. Zerka niepewnie i ze zdumienia szeroko otwiera oczy.
– Co Ty dajesz?! Naprawdę pada!
Krople odbijają się od wody, od posadzki i od blatów stołów. Goście z koszulkami znaczonymi mokrymi śladami pospiesznie chowają się w hotelu. Czyli fakt nieznalezienia stolika na zewnątrz dzisiaj okazał się być naszym szczęściem!

– Dostaliśmy info ze szkółki z ofertą bezwietrzną – mówi Kapitan czytając informacje na Whatsapp i wymienia kolejno: 
– Wake. Przejażdżka katamaranem na jakąś wyspę. Zachód słońca na pustyni, quady i wioska Beduinów. Dla chętnych sisha.
– Może to ostatnie? – proponuje Kudłata.
Wiadomość przyszła wczoraj kilka minut po północy. A my czytamy ją dopiero rano. O ile ktoś godzinę 10:30 nadal tak kwalifikuje …
– Na popołudnie już nie mają miejsc. Ale dostępna jest jeszcze opcja przedpołudniowa.
– Bierzemy! Lepsze to niż nic.
Jak w trzy godziny uda się wcisnąć transfer z hotelu, maratoński dystans na quadach, herbatkę w wiosce, kilka kroków na grzbiecie garbatego zwierza – nie wiadomo. Opcja popołudniowa na ten sam plan przewiduje godzin sześć. Może będziemy szybciej jechać?

Marina. Stara (Abu Tig) i nowa (Abydos). Tylko jeden jacht miał ludzi na pokładzie i odpalił katarynę. Reszta schowana w pokrowcach wydawała się zasnąć snem zimowym.

Plaża. Jedna prywatna. Druga miejska. Obie puste. 
– Czujesz? – Kapitan strzyże uszami.
– Jakby wiało – Kudłata przytakuje.
Patrzymy w stronę spotów. Kite’ów nie widać.
– Może to tylko taki pierdek spod chmury?
– To co? Kawa?

Tuż przed zachodem słońca wchodzimy na mostek łączący wyspę hotelową z lądem.- Spójrz! Jeden, drugi … pięć! I nie wyglądają jakby stały w miejscu.
– Pewnie siedzieli na plaży, mieli nadmuchany sprzęt i jak dmuchnęło to wskoczyli do wody.
– Jutro po quadach robimy tak samo – deklaruje Kapitan.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *