O jak Okawango

– I co teraz zrobimy?

Oficjalnie pora deszczowa w Botswanie zaczyna się w listopadzie, a kończy w kwietniu. Przy czym ulewne deszcze w Delcie Okawango zwykle spodziewane są dopiero w styczniu. To wówczas spragniona po półrocznej suszy ziemia z wytęsknieniem czeka na każdą kroplę wilgoci i chłonie ją chciwie, gdy tylko dotknie jej spękanej skóry.
Czasem natura lubi się wymykać ustalonym standardom i statystykom. W ubiegłym roku nieoczekiwanie deszcz zaczął padać już w listopadzie. Pominął grę wstępną, przystawki oraz rozgrzewkę. Ciemne, burzowe chmury całkowicie przysłoniły niebo przynosząc ze sobą więcej wilgoci niż ziemia była w stanie wchłonąć. Tak minął listopad, grudzień i niemal cały styczeń. Roślinność w Delcie odpowiedziała natychmiast. Trawy, krzewy i drzewa wykorzystały niepowtarzalną okazję by eksplodować wszelkimi odcieniami zieleni.
– Drogi w parku Moremi, Chobe i Savuti są albo kompletnie zalane albo tak grząskie, że wyprawa przez nie autem podróżującym solo jest nie tylko niezalecana, ale i stanowczo odradzana. Wypożyczalnie aut otrzymały obowiązek uważniejszego niż zwykle monitorowania swoich pojazdów i zwracania uwagi na wszelkie przedłużone postoje. Nici z safari … – wzdycha Kudłata.
Niemal cały dzień spędzony w aucie drogą oznaczoną na mapie jako autostrada wydał się nagle totalną stratą czasu.
– Chyba, że … – Kapitan zawiesza głos pocierając podbródek w zamyśleniu. Wyjmuje z kieszeni telefon i chwilę intensywnie na nim stuka.
– Chyba, że co? – Kudłata domaga się dokończenia urwanej myśli.
– Chyba, że znajdziemy okno pogodowe i … polecimy! Wg Windy powinno się udać. Najgorsze opady kończą się jutro, potem powinno być tylko lepiej.

Helikopter Horizon oferuje loty śmigłowcem albo awionetką. Pierwsza opcja pozwala uczestnikom doświadczyć więcej wrażeń, ponieważ drzwi demontowane są na czas lotu. Nic, absolutnie nic nie dzieli pasażerów od zachwycania się widokami i zapamiętywania ich na cyfrowej kliszy.

– Poproszę o Wasze paszporty do odprawy.
Chwilę później karty pokładowe wystają subtelnie z naszych dokumentów.
– Czy powinniśmy się jakoś specjalnie ubrać? Wziąć okulary słoneczne? Coś podpisać? – pytania opuszczają usta Kudłatej w tempie karabinu maszynowego.
– Potrzebuję jeszcze tylko znać Waszą wagę. W miarę dokładnie o ile to możliwe.
Szczęśliwie wcześniejsze dwa tygodnie upałów w Namibii sprawiły, że między śniadaniem w kolacją apetyt całkowicie zaspokajały jabłka. Bardzo jędrne i soczyste. Ale i nieduże.
– Jak przeliczyć dwie dziurki mniej na pasku od spodni na kilogramy? 1 do 1? – Kudłata pytająco zerka na Kapitana.

Chwilę później przechodzimy drzwiami z napisem „Restricted. Staff only”.
Plecak i zegarek przejeżdzają przez kontrolę bezpieczeństwa. Po drugiej stronie już czeka na nas samochód.
– Zapraszam.
Na płycie lotniska śmigłowce stoją w równym rzędzie. W szyku torowym. Czyli jeden za drugim. Odpoczywają i czekają. Czteroosobowe maszyny do zadań specjalnych.
– Mam na imię Harris i będę Waszym pilotem – młody, najwyżej trzydziestoletni mężczyzna, w typowym stroju safari mocno ściska dłoń witając się.
– Jesteś dobrym pilotem? – najważniejsze kwestie należy ustalić na początku.
– Najlepszym!

Plecaki lądują w schowku pod siedzeniami. Trzykrotnie sprawdzamy czy pasy dobrze przylegają. Jeszcze tylko szybki łączności i możemy lecieć.
Pilot wymienia szereg informacji z wieżą lotów. Dzięki słuchawkom biernie bierzemy w tym udział. Pstryka przełącznikami, klika w guziczki i analizuje położenie wskazówek. Chyba jest dobrze, bo żadna nie wychyla się za zielony zakres.

Oba wirniki uruchomione. Kudłata ledwie słyszy swoje myśli. Odwraca głowę by zerknąć na Kapitana. Ekscytacja nadchodzącą przygodą rozpiera ją od wewnątrz. Kłębiaste obłoczki leniwie suną w kierunku słońca. Minęła szesnasta. Długie cienie kładą się po ziemi. Za moment zobaczymy to z góry.

Pierwsza płoza odrywa się od ziemi. Dołącza druga. Maszyna delikatnie kołysze się na boki. Drży cała. Zaniepokojona Kudłata głowa skręca się w kierunku pilota.
– Przy starcie to normalne. Gdy wzniesiemy się wyżej to drżenie minie – uspokaja Harris.
– Na początku polecimy trochę szybciej by prędzej dotrzeć do celu naszej podróży, nad deltę. Potem trochę zwolnimy.

Blond loki tańczą na wietrze. Kudłata spogląda w dół. Delta przypomina ogromny zielony dywan. Oszałamiająco zielony. Obezwładniająco zielony. Dywan nasiąknięty wodą.

Miejsca, gdzie trawa była nieco dłuższa, wyglądają jak wyspy. Wylegują się w nich krokodyle. Z naszej perspektywy są doskonale widoczne. Dla zwierząt brodzących w poprzek podmokłej łąki mniej. Jeden z nich, najwyraźniej znudzony czekaniem na zdobycz, atakuje swojego pobratymca.
– Krokodyle potrafią zjadać osobniki swojego własnego gatunku – komentuje Harris obserwując tę samą scenę.

Na kolejnej wyspie dostrzegamy żyrafy. Pośrodku limonkowo zielonej połaci stoi tylko jedno drzewo. Jeśli wzbudziło zainteresowanie trzech smukłych szyi to musi to być akacja. Helikopter zatacza nad nimi koło. Jedno. Drugie. Ignorują całkowicie hałas generowany przez nasz wirnik i w skupieniu oddają się skubaniu świeżych liści.

Pomiędzy wysokimi zaroślami wije się rzeka Boteti. Granatowa wstążka lśniąca w późno-popołudniowym słońcu. Dalej jeden za drugim podąża duża grupa słoni. Pierwszy, największy osobnik z grupy zanim postawi nogę bada trąbą teren tworząc malownicze kręgi na wodzie.

– Widzicie hipopotamy? Macie szczęście. Zwykle nie wychodzą z wody, a dziś widać je doskonale.
Olbrzymie cielska spokojnie skubią trawę zaprzeczając teorii, że jedzenie sałatki gwarantuje szczupłą sylwetkę. W trakcie jak okrągłe olbrzymy pożywiają się zieleniną, na nich żeruje stado białych ptaków.
– Hipcie w salonie piękności – myśl przebiega przez kudłatą głowę – Wyżerka i spa jednocześnie. 2 w 1. Całkiem sprytnie.

Stado zrywa się do lotu. Kilkadziesiąt par skrzydeł łopoczących nad niebieską wodą, z której wystają pędzelki papirusów, przypomina dzieło Moneta. Po drugiej stronie tej samej wyspy żeruje kolejne stado słoni. Wśród nich sporo jest młodych osobników. Machają trąbami. Baraszkują. Ale nie oddalają się zbytnio od starszych członków stada.

– Czy to może być dziki kot?
Smukła ruda sylwetka kroczy dumnie pośród traw.
– Gdzie?
– Na dziewiątej. Teraz już na na dziesiątej – Kudłata dostosowuje kierunek ręką w miarę jak helikopter zawraca.
– Może bardziej hiena.
– Nie, to na pewno kot. Spójrz na jego ruchy – upiera się Kudłata mierząc teleobiektywem. Autofokus mobilizuje wszystkie swoje siły.
– Szczupła sylwetka sugeruje że to lampart. Naprawdę trudno je wypatrzeć. Good spot – chwali pilot.

Kap.
Kap. Kap.
Najpierw jedna, potem dwie duże krople rozbryzgły się na przedniej szybie śmigłowca.
W trakcie gdy chłonęliśmy malowniczy w świat pod nami, niewinne białe obłoczki zbiły się w gromadę i najeżyły szarością podstępnie wykorzystując nasz brak czujności. Zaczęły powoli zbliżać się demonstrując mało sympatyczne podejście. Niczym osiedlowa grupa chuliganów czerpiąca wzorce z Ojca Chrzestnego. Strasząc rozdarły swe trzewia. Mokra kurtyna na moment połączyła je z ziemią. Spektakl trwał tylko chwilę. Pilot zmienił kurs by ominąć budzący się deszcz. Na niebie pojawiła się tęcza.
Ten przejaw optymizmu został odebrany przez chmury jak zniewaga. Odpowiedziały złością wyrażoną grzmotem.
Pilot był szybszy. Chmury dogoniły nas dopiero na ziemi chwilę po tym jak opuściliśmy płytę lotniska. Zadowolone z faktu, że nasze koszulki stały się mokre odpłynęły dalej …

Kilka godzin później analiza powiększonego zdjęcia rozwiała wszelkie wątpliwości. Chudzina nie tylko nie miała cętek. Ale i nie była nawet spokrewniona z kocią rodziną. Stuprocentowej pewności brak, ale bliżej jej było do psa.

Comments (8):

  1. Jolanta

    26 stycznia 2026 at 21:36

    Jak zwykle piękny opis przygody.

    Odpowiedz
    • swiatkudlatej

      26 stycznia 2026 at 22:04

      :)))

      Odpowiedz
  2. Jolanta

    26 stycznia 2026 at 21:39

    Jak bym była razem z Wami.

    Odpowiedz
    • swiatkudlatej

      26 stycznia 2026 at 22:04

      :)))

      Odpowiedz
  3. tat

    27 stycznia 2026 at 10:59

    to się nazywa TALENT!

    Odpowiedz
    • swiatkudlatej

      22 lutego 2026 at 18:34

      :))) <3 <3 <3

      Odpowiedz
  4. Barbara Żabicka

    22 lutego 2026 at 19:34

    Pięknie Moniko opisałaś też tam byłam z Wami ❤️❤️❤️

    Odpowiedz
    • swiatkudlatej

      22 lutego 2026 at 19:35

      To cudownie! Słowa mają MOC!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.